lista-zakupuff bloguje...




Neptun i Minerwa
Wróciłam z urlo i jestem przeszczęśliwa, słońcem, słoną bardzo słoną wodą, usmiechniętymi ludźmi, znużonym krokiem w stronę plaży, pływaniem wieczorami, spalonymi ramionami, siestą, włoską telewizją, lawendami, plamami, cyprysami - miom ulubionym miejscenm na ziemi, które od 10 lat nie zmieniło się ani trochę, co do najmniejszej filiżanki do kawy i zielono-żółtej misy na owoce na środku stołu. Chciałabym Was tam zabrać, tak żeby poplażować i pospacerować. Wprawdzie nie udało mi się znów dotzeć do hipisowskiej części miasteczka, ale Wenecję w końcu zobaczyłam w słońcu. Jest przepiękna i dech zapiera. Wciąga w narkotyczną wędrówke po uliczkach, z której nie można się wyzwolić. Spóxniliśmy się na ostatni sensowny pociąg z powrotem więc Wenecja ugościła nas dodatkowo noclegiem za 60 E w małym hoteliku Minerwa, na takiej uliczce co od dworca prowadzi między innymi w stronę weneckiego getta i Casa d'Or. Nocleg jak w l. 60 - taki klimat, taki styl, taki Pan oferujący pokoje, takich zresztą na tej uliczce, na której ranem pysznią się owoce i naciągają handlarze, nie brak. A byłam przekonana, że nocleg wenecki to sprawa nierealna z uwagi na złote ceny tamże. W trzy godziny zaliczyliśmy Pałac Dożów i weneckie muzeum - jedno z iwelu, gdzie weneckie malarstwo, Tintoretta, Veronese, a nawet Tiziano. Gondolierzy bardzo zabiegają o względy turystów, na gondolach śpiewają, a w gondolach zasiada Mick Jagger z młodą żoną i towarzystwa w tym stylu. Tylko dworcowy Polak tego wieczoru, którego utknęliśmy, woniejący tanim, no tak, winem, płacze, że kumpel zostawił go tu, choć razem wyjechali do pracy i nijak nie może się wydostać, choć chciałby wrócić, nie pomaga ani policja, ani polskie urzedy we Włoszech. Płacze niemal, po czym prosi o papierosa i wraca na dworcową ławeczkę obok, gdzie najpewniej stacjonuje. Żal mi, ale nie jest tak jak mówi. Zamieszanie na dworcach, automatyzacja, choć nie wszystko działa jak w zegarku i całe szczęście. Na pl. Św. Marka nie ma już tylu gołębi, prawie wcale, do Bazyliki wejść można, ale bez bagaży, a każdy jej ciekawszy zakątek kosztuje dodatkowo, w zabytkowych kosciołach wystawy, choć wielką ekspozycją jest sama Wenecja w tym słońcu. Jestem zachłysnięta, bo widziałam wcześniej to miasto zawsze w deszczu, i zawsze smutne, taki przynajmniej mój odbiór był. wieli strach we Włoszech przed terrorystami, w net cafe trzeba wylegitymować się aby zając komputer, a w Udine nigdzie nie mozna zostawić bagażu, z tych samych panicznych terrorystycznych powodów. Na koniec więc utykamy znowu dworcowo w Udine własnie, gdzie środkiem ulic defilują murzyńscy lub arabscy mafiosi, gdzie odchodzi chyba niezły nielegalny proceder dworcowy i jeszcze jedna włoska twarz mi się odsłania, ta neapolitańska bardziej. Oczy mam nakarmione południowymi widokami, przyrodą, architekturą, ciało dopieszczone wodą i słońcem, i chodzę tu na razie z błękitem pod powiekami. Taki błękit na obrazach veronese chcarakterystyczny jest, czego wcześniej nie dostrzegałam. Plażowy uśmiech dla Was, a Ori miała napisać coś po heineksie i co? Czekam
2010-07-21 16:44:57 skomentuj (6)
love bomb
Bez obaw i obcasów zycie traci smak - sentencja by Alex

horoskop na dziś:
Podziel się swoim bogactwem, nie tylko materialnym ale i duchowym, czasem wystarczy dobre słowo lub uśmiech. Warto także posłuchać wewnętrznego głosu.

heineken team przegląda plecaki spakowane na festiwal i najsprytniejszy nagradza karnetem - taki konkurs, ja chciałabym przejrzeć te autentycznie spakowane, choć sama się nie pakuję póki co, raz na jakis czas musi być chyba rok bez heinekena, ale za to tydzien później wyprawiam się dalej na tydzień, tam gdzie kiedyś juz gościłam z moim małolatem wówczas bratem, tym razem spontanicznie samowolnie i dowolnie, podjęłam wyzwanie dojechania do kurortu na własną rękę i uczestniczenia w l'estate italiano we własnym stylu.

Nowe filmy: Dali, Picasso, Pollock - skreowani przez amerykańskich aktorów, oraz dokument o Marku Rothke - najciekawszy ze względu na sztukę mi dotychczas nieznaną
Nowe książki polskich kobiet piszących, choć największą mam ochotę na nowego Irvinga, ach jaką straszną mam ochotę
Nowe znajomości - Miasto Gadających Głów zapoznane w Huśtawce na pitnej kolacyjce w ramach powstającego projektu burn studios
Nowe świadomości - wiele choć może mogłoby być jeszcze więcej
Nowe wiadomości - wiele codziennie, za wiele, wielu nie czytam

A może wziąc udział w konjkursie na projekt sukienki lub torebki, a może, a może, a morze na sztalugach nabiera kolorów i dynamiki

Dziwne mam sny, naprawdę dziwne i mocne ale tak jest od półtora roku, przyzwyczaiłam się choć może trzeba wgłębić się w feng shui

Chciałam jeszcze podziękować bardzo Azorom za bardzo jak zwykle przepiękne spotkanie w zeszłym tygodniu i brusketkę z bobem - oł jes! 


2010-06-26 20:55:09 skomentuj (9)
bombki w betonie
To jest tak jak po wykonaniu długiego lotu samolotem na drugi koniec świata, do nieznanej krainy urody pełnej, czekasz na bagaż, w bagażu jest to co spakowałaś wcześniej, trochę ładnych nowych być może rzeczy, trochę starych, lekko zużytych, trochę dobrych, trochę złych, chyba trzeba się im przyjrzeć, dobre zostawić, złe odstawić. Czy bagaż taki mozna wyrzucić, nie wiem.
Rozdział o lisie z Małego Księcia wraca, być może pojawia się w sytuacjach granicznych, zagranicznych, a może szukam go i znajduję ja, wtedy kiedy trzeba. Za każdym razem jednak inna sentencja przemawia do mnie dogłębnie.
Slowa sypią mi się czasem do zeszytu grubego papierowego, tu jakoś tak wstydliwie, ot co się stało.
Deszcz-sreszcz, notka-srotka - słotna pogoda to i słotne słowa, trzeba chyba jednak pozłocić się jakoś, może olejkiem jakimś z okruchami złota
2010-06-24 19:48:52 skomentuj (3)
Nowy Rok
Ponieważ Sylwester w pracy to fajerwerki obejrzałam dziś. Przez lata się zbierałam, żeby wykonać ten ruch - ruch pod Pałac na WOŚP, w zasadzie nie wiem o co mi chodziło przez tyle lat, i dlaczego nie mogłam wyjść z domu, żeby wrzucić do puszki zamiast wysyłać smsy. Co za zima, co za zima, ale tak coś czułam, że jak namalowana przez L, piękna, wyjdzie z czterech ścian, do galerii, to się zacznie śnieżyć, a jak się sprzeda to już w ogóle - i tak się stało, exactement. Dawno takich połysków śnieżnych, białości, puchu i uśmiechu nie zaznałam, z Aleks pod sceną słuchałyśmy zdartego Owsiaka i Janis Joplin w wykonaniu Eweliny Flinty. Takiego sobie Sylwestra zafundowałyśmy, ot co, toteż Najlepszego w Nowym Roku dla Wszystkich Państwa.   

Parę słów chociaż, bo pusto tu i wieje, może by Ori coś szepnęła na niebieskiej tabliczce
2010-01-11 01:01:05 skomentuj (32)
siedmiu :)
Tydzień temu malutki spektakl na Siekierkach i sama przyjemnośc po długiej przerwie znowu poczuć ten nastrój i mała adrenalinę, bez słów za to w ładnych obrazach, muzyce, białych strojach i z anielskim skrzydłem, tak, tak, aniołem kazdy choć na chwile miał szansę stać się. O siekierkach historię opowiadamy lokalną, dotykając czasem starych gazet, walizek i koszyków, a na finał  - już bez strojów na scenie kręcimy się przy "Siedmiu nie zawsze wspaniałych" i to pląta-pląsa mi się w myślach wciąż, "że piszcie swoje życie, że proszę jednak nie bazgrać, prosze pisać należycie, że pisać jest trudno, nie traktujcie jednak notatek jakby były na brudno". To może dlatego tak trudno wpisać notkę, gdy chce się pisać - a pisac się chce, zwłaszcza, że taki odkryłam czy odzyskałam smak pisania i życia pisania. I słów miałam sswwego czasu tyle, że musiałam gdzieś na brudno właśnie, w kawałku notatnika, kartki znalezionej pod ręką, szybko wypisać coś, bo pękłabym inaczej. Takie swoje stare pamiętniki inkrustowane podoklejanymi prypadkowymi, zapełnionymi w pospiechu kartkami odnalazłam. I znów podobne rozproszenie i znów składanie, doklejanie tego do jakiegos grubego zeszytu. A teraz chciałoby się tak napisać, ach, własnie nie na brudno. I ech, i ach, i herbata o różnych smakach wciąż, i smak ten pod warunkiem, że wspólnie pije się ją, i spojrzeń błękitności i zasmucenia, i smiech czasem do łez, i takie drobiazgi, które wagę mają. I może poetyzuję ja sobie sama w głowie, i rzeczy rozdzierające też z przeszłości, ale nie można rozdzierać ich, tylko tak zrobić, żeby nabrały innego dobrego znaczenia. Mimo wszystko.
A w piątek  Nocne Marki i zakamarki, mały warszawski wypasik, ale najmilsza rozmowa przyjacielska, do której tęsknię ja i która ważna dla mnie bardzo.
A wczoraj po długim czasie w teatrzeStara Prochoffnia na spektaklu aktorów młodych, dobrym bardzo i szczęśliwość też z takiego spotkania w grupie przyjaznej różnopokoleniowej. A dziś tak dużo życzeń i miłych słów, że mnie poniosło właśnie i stan ten zapisać chcę :), dziękując za życzenia Wam raz jeszcze.
2009-12-07 21:03:37 skomentuj (26)
i znowu

pusto

2009-09-17 20:32:00 skomentuj (20)
pisanie w nocy again

kiedyś w takich chwilach rodzinnych słabych nie wyobraziłabym sobie tego, dziś Błażej i ja u Piotrka, który zamieszkał sam, pracuje i widać, że szczęśliwy jest sytuacją, w której radzi sobie, myśli, rozwija się i dyskutuje. Zastaję ich - ja z kebabem wpół dojedzonym, zdyszana, zasmucona rozstaniem, kolejnym takim kiedy boję się, że następny dzień może zmienić wszystko - oni po dyskusji, w której starszy uświadamia młodszemu, że ekonomię obok rozwijania muzycznych pasji studiować warto. A potem obaj mają dodatkowe pomysły, które być może mi mogłyby coś ułatwić, i o nic nie pytają, kombinują, tak jak mi czasem zdarza się kombinować na ich rzecz, nasze jakieś podziemne podskórne braterstwo dusz i te smutarskie oczy zwracane co i raz to jeden na drugiego mówią wszystko. Potem u mnie odpalamy z Błażejem adapter i przeglądamy stare winylowe płyty, które przejęłam w swoim czasie, a w których znajdujemy i pieśni z Częstochowy i koncert Queen z zamierzchłych lat, tajemniczą okładkę bez płyty pt. "Taneczne rytmy" z radosną traktor-girl w roli głównej, Alicję w krainie czarów, Beethovena, Okudżawę, Joe Dassine'a, nie wiem dlaczego oboje pamiętamy przedziwny mały krążek pt Balanga.


2009-08-14 03:39:15 skomentuj (2)
audio
Na minimalne przyjechała dziewczyna, która siedziała za mną w powrotnym Pekaesie, sen do 17 po 2 festiwalowych nocach, do rana u podnóża Skarpy, spokojniej w tym roku, bez ekipy ultra-imprezowej, w hotelu na obrzezach Płocka z ogródkiem z motylami i świętym spokojem. Moderat mnie zamordował muzyką i wizualizacjami, pogoda przepiękna, więc to wszystko w bezchmurną noc - magicznie. Oraz Trash, oraz niewyżyty Mc z Dirtyphonics, drumnbass lubię cały czas. Inna strona Płocka - ale nad jeziorko znów nie doszłam, tylko rzut oka na panoramę po prawej - znów zapamiętane widoki, i te nocne mocne też.
2009-08-11 21:18:09 skomentuj (0)
love is on the air
niezależnie od wszystkiego, od potłuczeń, i i poruczeń, i mówcie co checie, boję się, że zacznę lecieć rubikiem za chwilę, ale znów za takie chwile i za taki stan wszystkie swoje grzechy odkupię, i za wszystie nowe kolorowe spódnice i nowe kolorowe pomysły, za wszystkie małe miasteczka i lisie czapy, których nie ma już, i za wszystkie wcześniejsze toksykologie i za wszystkie przyszłe miłosne frazeologie, dziś myślę tylko, że trzeba żyć i nie bać się, na co odważyłam się chyba w  jakimś kwietniu, maju i za co siebia błaghodriu i życzę tego stanu zawsze sobe i wszystkim moim ukochanym przyjaciołom bardzo.
2009-07-23 03:37:44 skomentuj (8)
o la la

Chyba przegięłam, czat na facebooku wskazuje zero użytkowników, czyli kompletnie się zapomniałam. Piątek szalony, sChłodzony, dzięki dla Redaktora za zaproszenie i za piękny letni wieczór, jaki powstał z okazji urodzin, szalona pozytywna sobota, za co pokłony dla Gospodarzy, Najbardziej jeszcze - oprócz litanii imiennej i konkursów na najciekawszą anegdotę z czasów studiów, Papa Densu i nadnarratora Jaśka, Genka "stolat". Stolat nam, i liście - niech nam  tak nie zdycha.


2009-07-14 03:41:27 skomentuj (5)
między słowami
...Żalu z jednej strony, miłości zapalczywej z drugiej strony, nie daję rady jednak, i za chwilę zostanę kompletnie sama z tym wszystkim, więc niech mi ktoś tu obieca, że się spotka ze mną w chwili totalnej słabości.
Ale ogólnie ok, proszę Państwa kabaret Macież, który pokochałam jak tylko poznałam podczas jakiegoś wywiadu rozśmieszył mnie dziś prawie do łez, zwłaszcza piosenka finałowa o tym, by moralność chronić do ucha przypadła mi. Noc muzeów zaliczyłam w stylu przyjemnym, a nawet wpadka z siostrą i mężem (siostry) Bartka przydarzyła się. Górze komplikacji nie potrafię dać wakacji, no trudno, przynajmniej nie jest nudno. Pozdrawiam, nocna, niemocna ja.
2009-05-21 04:06:13 skomentuj (23)
kran-berries
Bo Dolores wydaje nową płytę,  więc na chwilę wracam do tych - mój bosh kawałków sprzed tysiąca lat, Dusi, Ryby Wal i Lety, a po drodze w Youtube odkrywam Dolores+Pavarotti i Ave Maria. Że przez miliony wspólnych słuchań tej arii z Ju nigdy nie trafiliśmy na to wykonanie to przedziwna sprawa jest. Chyba po raz pierwszy spokój względny każe mi coś tu wklepać i co? Śladem Cranberries jestem między "No need to argue anymore" a "Free to decide". O sobie.
Z przyjemnością czytamy z Olafem "Dwoje na huśtawce", z przyjemnością słucham, że L. śniło się właśnie, że huśtaliśmy się na huśtawce, a potem gwiazdy, dużo gwiazd. Z przyjemnością słucham, że jego ulubione imię to również Weronika, oraz "Drogi na Smoleńsk" Okudżawy słuchał tysiąc razy. Z nieprzyjemmnością myślę sobie, że na takie bajki to w życiu raczej nie ma miejsca. Były jednak chwile, których nie oddałabym za nic. I niech sobie będą.
2009-05-12 03:28:41 skomentuj (8)
...
historia o lisie z Małego Księcia wraca do mnie z różnych stron.
Nam, albo sobie świątecznie - żebyśmy nauczyli się mądrze kochać
sobie - żebym nauczyła się nie odpychać
i jeszcze wiele, bardzo wiele różnych spraw, sprzecznych myśli i kierunków. To taki moment, w którym nie można pisać po prostu, po prostu boli i musi, musiało zaboleć.
wczoraj z rodziacami w kościele w Ząbkach mała dziewczynka podaje mi rękę "na znak pokoju", spontanicznie, radośnie, z beztroskim usmiechem. Radosna niewinność, której nie można opisać, a którą pewnie trzeba z czasem utracić.

2009-04-13 18:22:07 skomentuj (8)
byc kierowca, byc kierowca...
juz wiem, jak sie czuje blondynka na drodze, gdy wszyscy obok patrza na nia z politowaniem a czasem wykonuja rozne gesty. wiem, bo to ja nia jestem
dwa tygodnie temu zostalam dumna posiadaczka prawa jazdy oraz wielkiej kolubryny w kolorze spranych majt. w tym czasie pojechalam kilka razy do rodzicuff, na sadybe, wstapilam do leroy merlin (skad nie moglam znalezc wyjazdu), musialam wymienic akumulator i cos tam jeszcze. no a przede wszystkim wygladalam konca zimy, bo letnie opony i niepewnosc na drodze czuje. w sniezyce nie jezdze!
no i w zwiazku z tym, ze dzis juz lepiej, postanowilam nie wymyslac zadnych pretekstow, tylko zaczac jezdzic. wybralam sie wiec do reduty. droga prosta, blisko, srodek dnia. spoko. zeby bylo latwiej postanowilam pojechac dookola i uniknac trudnych elementow, takich jak rondo, al. jerozolimskie i parking podziemny. ale nie. nie ma tak latwo. wyjechalam oczywiscie tak, ze musialam wjechac na parking. ok, wjechalam, zaparkowalam nawet prosto, ale troche za blisko kolumienki. postanowilam sie jednak tym martwic przy wyjsciu.
wyszlam, znalazlam, ruszylam, manewrowalam zawziecie do tego stopnia, ze nieco drasnelam auto obok. ale to jego wina! stal krzywo! jakos wyjechalam, lusterka nie stracilam.
no to teraz juz z gorki, pomyslalam. tia
wyjechalam jednak nie w te strone, wiec musialam przejechac przez blue city, wyjechac na aleje i zrobic to wszystko czego nie chcialam robic. po drodze przykorkowalam wyjazd z blue, ale to drobiazg. pojechalam naokolo, zeby z bitwy nie skrecac w lewo bo tlok. dojechalam do domu. zaparkowalam. pieknie, tylem, pod samym oknem mym. tyle ze troche na trawniku...

prosze, powiedzcie, ze potem jest latwiej...
2009-03-27 14:45:39 skomentuj (15)
wiosna
... wiosna coś przyjść nie chce, czas chybotliwy, wszystko wraca, a rzeczywistość śle znaki, których odczytywanie mało ma z rzeczywistością wspólnego. Mimo to usmiecham się
2009-03-24 18:27:52 skomentuj (3)
patologique, pas trop logique
Za sprawą L'herbe folle kurs po okolicznych współcz. franc. piosenkach, a w większości z nich: życie nie lubi być przeżyte w połowie lub pod dyktando,  albo: przewróc stronę, zacznij od pustej nowej itd. Albo też ja czytam te słowa, których szukam, albo też wszyscy oni mają 19 lat, albo ja się zatrzymałam mentalnie w tym wieku. W sumie spoko, bo mój brat młodszy ma niewiele więcej - się świetnie rozumiemy,  coś w tym musi być. A uczucia bratersko-siostrzane są nie do przecenienia i nie do opisania.
Czy Ca va pyta franc. Lili June.  Nie wiem, ale znów miła noc we Francji przy kompie. Napiszcie choć jeden komentarz. bo mnie ten uczestnik pogrzebu denerwuje. Dzisiaj kolega z innych bajek rzekł do mnie znienacka - halinko - bo tak mówi do koleżanek, a ja zamarłam, bo przecież tylko dla Was halką jestem. Całuję więc, Halina.
2009-03-11 03:28:00 skomentuj (11)
szyba
Ale nie będzie o tym, że oglądam świat zza szyby, albo, że chcę rozbić taflę szkła a ona się ugina, tylko o tym, że zderzenie z szybą może być do rozpuku śmieszne i przenieśc na chwilę wstecz do momentów śmiechem nabrzmiałym. Tak było, kiedy podczas Alex przeprowadzki, ja pełna uniesienia, z szaleństwem w oczach po noszeniu tu i tam dżungli, bieszczadzkich aniołów, nóg od stołów, manekinów krawieckich itp, z pomocą biegłam by Alex drzwi szklane na parterze mrówkowca otworzyć. Drzwi pomyliłam, z szybą się zderzyłam, i strasznie to, przy moim autowyobrażeniu tego jak to wyglądało i Alex reakcji - gwałtowne zgięcie ciała, wpół i złowroga sekundowa cisza, która oznacza straszliwie rozgadakany śmiech - zabawne było strasznie, strasznie. Tak strasznie że nieomal nie skończyło się tak jak kiedyś w liceum, kiedy z szy z lekcji się urwałyśmy, tu bum bum tralala, ale ogólnie wesoło.
Przeprowadzka to jest fajna rzecz, kiedy okazuje się że trójkę ludzi, którzy po drodze od pierwszego spotkania, zdążyli się pokochać, pokłócić, nadąsać, rozstać, wrócić, rozstać, znielubić, polubić, znaleźć, poguić i odnaleźć, łączy jakieś podskórne porozumienie. Porozumienie co się w rytmie działania objawia, w tempie, bez spojrzeń nawet, jak kiedyś w próbach i spektaklach, kiedy dziura, brak tekstu lub zapomnienie nagłe, wiedziało się, że partner z pleców odczyta, z półobrotu półprofilu domyśli się, że nie bangla coś, że czajnik jest i ratowac trzeba, ale tak, żeby nikt tego nie zauważył. Albo może to przez to noszenie dekoracji, ustawianie, potem rozbieranie. Coś z tego zostało, więc Alex, Olo i ja bawiliśmy się setnie do 0.30. A nowe miejsce jest prawie na dachu, więc w nagrodę panorama niebna nocna przez okno wysoko zawieszone.   
Kryzys rozpędza się na Woli do woli, sklep nocny zlikwidowany od tygodnia chyba, również dookolne turki, kebaby. Zostały po prostu z dnia na dzień zdmuchnięte.
Wklejam link gwoli reklamy, artystę w działaniach jego i twórczości opisać mam - Tomka B kooperacje i różne nowe pomysły, Tomka B dobrze jest widzieć znowu po jakiejś przerwie i obejrzeć kolejne zdjęcia kwiatków i pączków w wiosennym rozkwicie, w różach, niewinnościach, naiwnościach, śliczności przyroda po prostu. A co do przyrody - po latach również spotkanie z Jolą - moją dziennikarską nauczycielką, która dziś ekologicznie zaangażowana o orzechach piorących opowiada mi.
Link miałam wkleić www.jozefowicz.eu
2009-02-06 00:50:08 skomentuj (12)
męska nocna koszula

Towar deficytowy, a jest takie miejsce gdzie okazuje się potrzebny, jak to opisać, jak o tym napisać, chyba dla mężczyzny to najboleśniejsza rzecz, kiedy musi damską koszulę na siebie włożyć, taką różową, nawet w kwiatki, a musi bo operacja, bo po operacji. 3 piętro centrum onkologii to leczenie układu moczowego, bolesne, bolesny widok panów w sile wieku, którzy zmuszeni do przywdziania takiego stroju, smutni są dodatkowo, gdzieś tam myślisz, że czują się upokorzeni, a kiedy indziej uśmiechasz się do tych, którzy z nutką uśmiechu snują sie po korytarzu, Ci, którzy już po swojej golgocie są. Z woreczkiem w dłoni, w sukienkach, bezbronni. W takch miejscach zawsze mnie ujmuje pielęgniarski zawód, dziarska taka kobitka do taty zagląda i przejaranym głosem śpiewa - no  jak tam kochanie. Tat zażenowany, ale widzę, że od razu mu lepiej, że od razu w tej kobiecej twardości, zgodzie, że taki lajf i jakiejś obietnicy bezpieczeństwa, niech już będzie tym głosem z knajpy ono obiecane, odnajduje. Na Nowowiejskiej zabijała mnie sprzątaczka o błękitnym spojrzeniu. W tym szaleńczym, nie chcę używać tego słowa, ale oddaje wiele, również stan naszej służby zdrowia na tym polu, to była piękna postać, nie wiem czy to szczęśliwe spojrzenie brało się z jej obserwacji miejsca w którym pracowała, stąd że wiedziała, że szczęsciem jest po prostu żyć bez obciązeń, które oglądała na co dzień. Nie wiem, zapamiętam promienny uśmiech znad pucowanych schodów. W CO wszędzie ogłoszenia o perukach i te nawołujące do krwi oddawania.  Jaki tchórz we mnie siedzi, jakie wielkie lenistwo, że od razu nie pędzę oddać. Powinnam, tak, zrobię to jutro, pojutrze. I tak jutro, pojutrze myśli się.
W domu zimno, w domu chaos, wzajemne wyrzuty, ja wariatka, nie umiem mówić co mnie boli, czego nie lubię, z czym się męczę, nie umiem też tych rzeczy, o które pretensje są z drugiej strony, kumuluję zbieram, a potem wypierdalam w kosmos ekstremalnie, bardzo źle i bardzo nieładnie wypierdalam, no i ekstremalna jazda jest. Umawiamy się, że się postaramy, że powalczymy, ale nie wiem, no nie wiem, dawno tak bardzo nie wiedziałam jak dziś. Osobiście tak napierdalam, smutno napierdalam, no ale blog od tego też, dawniej tak bywało, że się tak pisało, że się tak rzygało, zatem tradycję pielęgnuję niniejszym. Ale jeśli przesadzam to dajcie znak. Ciekawam jak ori tajemności, czy o krok jest od miłości?


2009-01-30 02:45:14 skomentuj (9)
zawierucha...
rozszalała się, ale nie chce mi się o tym gadać
kim jestem, kim byłam
dlaczego utyłam
czy poza Zet-dance, coś jeszcze ma sens
czy miłości skrawki damy do poprawki
wiersze takie składam
i książki łykam jedna za drugą, jak dobrze, że chociaż nauczyłam się czytać litery - od marnych wyczynów współczesnych polskich pseudo-powieściopiserek, które to ksiązki z wydawnictw dostaję (czemu ach czemu każdy dziś może ksiązkę napisać, czemu ach czemu ktoś wydaje te bzdury), przez bajki z Lailonii, panią Picault, Murakamiego (!), Fuentesa (ze świadomością, że wrócę do tego póżniej i odczuję zrozumiem więcej niż dziś), i jeszcze parę kuszących rzeczy w zanadrzu, przede mną, bo  jakoś tak końcówka 2008 obfitowała w dary książkowe. Niechybnie jest to jakiś znak, ha ha ha.  No nic, chociaż sobie napisałam co ostatnio przeczytałam. A w głowie wiele historii, o których chciałoby się tu napisać, takich może drobnych sytuacji, ktre chciałoby się naszkicować, tak tylko, żeby wrażenie dać, ale czasu lub komputera w wolnym czasie brak.
Nie odrobiłam lekcji na francuski, jak nie odrobię, to jutro Żorżecie, która napierdala en francais tak że strach, przykro będzie. Podjęłam wyzwanie, zapisałam się na lekcje i owszem satysfakcja, ale i męka, bo głowa już nie ta i jakoś tak świeżo i spontanicznie obcej mowy nie łapię, jak to kiedyś bywało. Niemniej w końcu zaczęłam łapać te miliony dziwnych czasów, które zawsze mi się wydawały nie do ogarnięcia w tym języku. Może chociaż te czasy zrozumiem.
2009-01-29 01:52:23 skomentuj (4)
Jeśli dzis tego nie zrobimy, to będzie już historia milosna

- usłyszałam.

Nie zrobiliśmy tego. Ani wtedy, ani jeszcze.

Uruchomilam wszystkie mechanizmy obronne. Jakos działają, na bledach wielu jednak się ucze. Ale pociag do panow mrocznych i niebezpiecznych tkwi we mnie gdzies gleboko. I wyszedl, choc myślałam już, ze może zniknął. Ha ha ha!

A ten taki piekny jest i taki mroczny, i taki interesujący, i taki bardzo zonaty. I jeszcze ma jedna rzecz, której potwornie się boje, ale o niej nie wolno.

Zona oczywiście go nie rozumie i wcale ze soba nie spia. Research wykonałam i zdaje się, ze troche tak jest. No ale zona to zona, żonatych nie tykam.

Wiec na razie się trzymam.

Na razie on dzwoni. Na razie uśmiecham się tylko, gdy mowi, ze pojawi się za jakis czas, z papierem rozwodowym i gdy te rzecz przewalczy. A wtedy już zostanie.

Na razie nie wierze. Mechanizmy działają, jest dobrze.

Ale wlazł mi w glowe skubany straszliwie. A przeciez nic takiego się nie zdarzylo.

 

A co u was?  


2009-01-21 19:58:16 skomentuj (21)
mysl na dzis


Wszyscy gdzies latają, a ja tylko po rondach jezdzę 

2008-11-13 16:18:21 skomentuj (77)
urodziny i już po
impreza sobotniaa kolejne za rok
dużo ostatnio oglądania za siebie, szukania w archiwum ach jakie kiedyś to
było życie, jakież to pomysły.Ciekawe,że mam gigantyczną radość wertowania nas do tyłu /radość od tyłu także/ ale nie wpadam w depresję czy melancholię nawet.Dużo było i dużo jest.niesamowite,że tych przygód, spostrzeżeń i innych pomysłów mogłoby wystarczyć na prawdziwy serial, kanał romantica lub extreme.
wyjątkowo dużo o seksie gadałyśmy w sobotę.kipimy chyba, trzeba to łapać, ciągnąć i mieć. w sobie :)
najważniejsze pytanie na dziś- czy tylko małgorzata kożuchowska tak się posunęła czy wszyscy jesteśmy zwyczajnie podstarzali?


najgosze,że wszystko co u ori teraz lata po sieci:


http://www.youtube.com/watch?v=WCaPhZWN8k4&feature=related
2008-11-09 22:20:50 skomentuj (13)
notka organizacyjna
no to jutro z okazji 5. urodzin listy spotykamy sie w apartamą na ochocie po 21.00
:)

a na razie jestem potwornie zmeczona, nie lubie pewnego operatora telefonii kom oraz kilku idiotow, z ktorymi musze pracowac.
wczoraj za to przez 2 godz jezdzilam samochodem i bylo cudownie!!!! coraz bardzizej mi sie to podoba i bardzo juz cjhcialabym miec male sliczne autko. takie tylko dla mnie :)))

to ja koncze. obowiazek notkowy spelnilam
do jutra
2008-11-07 15:31:06 skomentuj (5)
rocznica
Po ładnym sushi-wieczorze na cześć Szy. Stolat! Stolat, niech wybrzmi raz jeszcze i jeszcze raz! Dla Księżniczki Naszej Najfajniejszej i Najukochańszej.  Po stoczeniu moich prywatnych batalii, szczęśliwie w moim prywatnym rewirze nie było dziś, nie ma co ukrywać, zasypiam, ale jednak budzę  się w środku nocy, więc zaglądam tu, w rocznicę listy. Impreza ma być okolicznościowa, 5 lat mija i gadamy o starych notkach w Skurupka Sushi Cafe, i narzekamy może ciut, że teraz mniej słów, że w słowach szczodre nie jesteśmy tu. I prawda to, czytam stare wpisy i nie poznaję w pierwszej chwili która co kiedy. Wczytać się muszę , żeby rozpoznać szy, ori, siebie i zadziwiam się nad wylewnością i niefrasobliwością i zadziornością. I  wierzę, że te zadziory, te piórka rozpasane gdzieś tam drzemią trochę i jeszcze tu się dadzą znać, się wypiszą i zaznaczą.

Senność chciałabym zobaczyć, a boję się, że film zawiedzie mnie, przeczytałam ksiązkę (Kuczok w młodości naczytał się Gombrowicza, niechybnie), rozmawiałam z Panią Reżyser, skądinąd ujmującą, dla mnie przynajmniej - prostotą w obejściu  - i się lękam filmu, czy zawiedzie mnie, czy rozpałacze mnie, czy żebrowski w roli skurwysyńskiej radę dał, czy wątek pisarza co życie przegrał, dobrze wygrany jest. Może się boję, że mnie wzruszy ten film, bo się poczuwam do tematu, a Pręgi pamiętam - bolał ten seans, oj.  No nic, podejrzewam, że widzieliście, napiszcie coś.

Resztki lazuru pod powiekami mam - jeszcze z wakacji, jeszcze z Sarydnii. Juz powoli zapominam, że są takie piękne, słońcem przepojone krainy i ludzie, którzy rano uśmiechają się do urody świata, stojąc za barem w tabaku przy stacji benzynowej.

Praca - ech, Gabi  podkoloryzowała, żal mi pracy, w którą przez parę lat byłam zaangażowana, klubów w Polszcze, współprac, które na marne teraz idą. Rady od Was, jak najbardziej, tylko po drugiej stronie jest firmowa demagogia i lansacja, której trudno mi się przeciwstawić. W tej firmie non stop wmawiają nam, że sprzadajemy pizze i mamy robić to dobrze. Przez parę dobrych lat robiłam to w miarę ok w swoim sklepie, czy zechcą mnie do butiku, tego nie wiem. Na zebraniu po zmianach słyszę, że ograniczenie do dwóch częstotliwości  to samo dobro, teraz będziemy sprzedawać eskluzywnie dla mniejszej ilości klientów... Fuck. Gdzieś tam potrafię robic swoje, dla siebie, ćwiczyć się i umawiać sobie wywiady, które mnie interesują, choć na marne idą. Bez sensu, co?

Najwazniejsza rzecz w ostatnich czasach to to, że brat mój żyć zaczął, najpierw wyszedł z domu, potem znalazł pracę i pracuje wciąż, odpukać. Są to na tyle bolesne historie, że aż boisz się  o tym napisać, żeby nie zapeszyć. Po szpitalu, po roku spędzonym w małym zamkniętym pokoju. Straszne, ale obudził się wtedy kiedy zdecydowaliśmy się na krok ostateczny czyli sądowy nakaz leczenia. To wymaga stawienia się przed sądem (w sądzie towarzyszyłam mu i umierałam, naprawdę umierałam z powodu raz biurokracji, dwa: niewrażliwości głupich gapiów), a ostatecznie prowadzi do wylądowania w potwornym polskim psychiatrycznym szpitalu, w którym w zeszłym roku byliśmy, on na stałe, ja często. Cud jest poniekąd farmakologiczny i wiem, że  jeszcze może być różnie, bardzo różnie, źle i bardzo źle, ale na razie jest duże szczęście. Wielka radość, bo zadzwonił do mne z jakąs sprawą, trudno to wytłumaczyć. Trzeba by mieć tu przyzwolenie na dłuższą bolesną literaturę.

"Senność" mi się tu z bezsenności wkradła chyba, wracając do pisania-niepisania na liście, Or narzeka, że gdyby coś napisała to byłoby nie w smak, ech. ech, tu brzydkie słowo. Pamiętam jak kiedyś się otwierało w pracy listę z pożadaniem, z oczekiwaniem nowych not, i jakie by nie były, ogień był i ciekawośc wzajemna i komentarzy miliony - o tym tez dziś gen z juz i z szy.... Warto jednak zapisywać momenty - czy sakramenty czy ekskrementy... Nie wiem czy to się wyświetli, ale to w całej jesiennej aurze rozweseliło mnie :), nie wiem która  znas to zamieściła :), podejrzewam, że szy, ale mogę sie mylić
http://lista-zakupuff.blog.pl/archiwum/index.php?nid=8274861
  
2008-11-04 04:10:34 skomentuj (19)
...
prawdę mówiąc duża samotność,  znienacka, za gardło, w  środku nocy, i tak czasem jest, gdybym była azorem namalowałabym
2008-10-01 02:38:56 skomentuj (84)
f''estivale
estate -po włosku lato lub wakacje po prostu,  festa i fiesta - w pokrewnych południowych językach - wiemy o co chodzi, po raz drugi, latem mam festiwalowe podniety, w zeszłym na heineksie - muse - i ekstaza i powrót nocnym pociągiem,być może banał, być może pompa i kitsch. ale widoku wszystkich obłoconych ludzi na obskórnym dowrcu w Gdyni nie oddam za nic. I tego ognia w oczach i w kaloszach tłumów. W tym roku: Heineken, Wrocław 2012, Płock - Audioriver - i życie jest gdzie indziej... I choć z Płocka wracam z kostką wielkości klocka - ale z wielkim rogalem na twarzy   - jak mówi Gabi. I myślę, że tak pięknie będzie już do końca lata, choć noga boli,a do lekarza idę już po wszystkim, a on mówi, że kompetnie bez sensu, bo i tak już sama się wyleczyłam z festiwalowych podskoków.
 Jedna rzecz, od kiedy mam aparat potwornie kręci mnie opcja foto i łapanie grymasów i wygibasów na scenie, piękna rzecz, tylko duzo jeszcze dużo jeszcze brakuje, żeby oddać klimat - na Audioriver np. Unkle i tak strasznie szołmeński giatrzysta, że nie da się inaczej, trzeba cykać milion fot i może któraś złapie ten wiatr. Ale łatwe to nie jest, trzeba przepracować, przemyśleć i wstrzymać oddech, co zdecydowanie nie jest moją domeną.
Alex jest w dziś Ostródzie  z bębnami na regge festiwalu, a brata sama własnoręcznie wysłałam z mikrofonem i aparatem na creamfields, i padaka jest, nie śpię, bo czekam na kontakt, bo mimo wszystkich rozpisanych konreferencji i wejść foto pod scenę jest totalna improwizacja. a chłopcy dwaj młodzi i pierwszy raz w roli praktykantów reporterów są totalnie zdezorientowani, ponieważ wychowali się na openerze. gdzie porządek jest i organizacja. A tu miało być Pendulum - złapałam na myspace i sama bym pojechała na nich, bo spodobało mi się, ale Pendulum z Australii, ponoć obrazili się wobec nierozłożenia głównej sceny, wobec zagrożeń trąbami (powietrznymi) i pojechali do domu. Czekam - być może udało im się nagrać Markusa Schhultza, bo to ważne dla stacji. Mają całe szczęście numer - bo jako starsza sister matkuję - do wrocławskiego taksi-Ryba, żeby mogli wrócić tańszą taksi-disi. Chaotyczna i pijana nocna notka, ale openerowi cześć oddaję niniejszym, a na blogu naszym nikt nic od dawna, więc jakaś notka letnia się należy. 
2008-08-17 03:52:40 skomentuj (90)
Antyfanty
Makak np. chodzi dzisiaj po szóstym piętrze w białej szacie do kostek. Z tyłu myślałam, że to jakiś krishna-ksiądz zaproszony przez kogoś z nas lub z nich, w sumie całkiem, przyjemnie jest, jedno wejście dwie stacje nadawcze i dwa biura-niusrumy obok siebie, nowe twarze i zastrzyk innej muzy na piętrze nr 6. Dla szefówki djów wybudowano tu nam klatkę w środku ołpenspejsa, na taki pomysł w sumie wpadłam i ja, bo to jedyny kawałek przestrzeni z oknem, ale chyba nie był najlepszy.
Propozycja pracy była po drodze, ale nie.
Sobota w Jasia królestwie w planetarnym towarzystwie. Bardzo miło, bałam się, że się cyrk nasz nie odnajdzie w kulturalnym miejscu, ale okazało się, że całkiem, całkiem. Bajor tylko nie mógł darowac sobie małego występu, więc przybrawszy zestaw gestów i min charakterystyczny dla grochowskich cwaniaków i dresów (on z moich rewirów praskich jest), chodził do baru i z powrotem z hasłem, e szama jest, bauer, browary są, za darmo, za friko, e idziemy, e wbijamy się bauer. Ale to pikuś. Jak na dawno rozbitą ekipę, miło było bardzo. Portrawy - jak zwykle przeeeepyszne, napoje, miejsce, obsługa - lux, więc Jasiowi raz jeszcze dziękuję.
Godeckiemu piknik przy barce zrobiliśmy na zakończenie drogi koncertowo-pubowej. Aż dziw, że tak pięknie wyszło, mieliliśmy ten pomysł od przynajmniej roku. Pogoda piękna, przyszło osiemdziesiąt osób, z dziećmi i bez dzieci, z instrumentami i bez instrumentów. Bez alkoholu, bo taki żelazny zamysł był, no i doprawdy było pięknie, choć się z Ewką, Tomkiem i Jarkiem napracowaliśmy ciut. Ja na barce barmanką byłam, podawałam, kawy, herbaty, sprzęt i zawartość do grila, bo grill był z wypasem. Drewno zrzucaliśmy ze skarpy na ognisko, leżaki nosiliśmy w tę i tamtą, agregaty, torty, kwaty, film i piosenki. Po zakończeniu całej akcji i wysprzątaniu, Ewka rzuciał: no to komu teraz rozpierdalamy życie. Jakby nie było, dawne pływające po szyję w piwie wieczory, w asyście Piotrka zaśpiewów pożegnaliśmy i po sprawie :). Szukamy nowego idola, być może Ewgen Malinovski, bo też na imprezie był i po rusku troszkę zaśpiewał.
Z Julkiem dobrze już, bosh. Małą strażniczką diety będę teraz, zatem zastanawiam się czy na Heńka wyskoczyć, czy powinnam zostać tu. Może tak, może nie. Zobaczy się.
2008-07-03 17:20:28 skomentuj (70)
Anioła Głos
Feel na podwórku śpiewa, robotnicy dobudowuja kolejne gabinety w openspejsie niusrumu, a za drzwiami budują Antyradio. Ale rozpierducha! W obiekcie znalezionym ostatni polski mecz obejrzeliśmy, dobre miejsce na oglądanie takiego meczu. A w Lokalnej jak w Amsterdamie mówi kolezanka Ania, po oficjalnej rozmowie "biznesowej" z Jasiem. Czerwiec, czerwiec , świętojańska noc i plenerowe akcje w ten weekend, może wybierzemy się gdzieś wspólnie?
2008-06-18 18:21:37 skomentuj (42)
dwa kółka i spółka - bo musi być tytuł notki
Na rowerze do pracy znacznie lepiej. Na blogu szy - refleksje z Euro. I podpisuję się, bo przy większych futbolowych świętach, wchodzę, angażuję sie po uszy, i oczywiście uwielbiam oglądać mecz w grupie, pubie, wśród okrzyków Przewróć go, łysy chuj i "kto nie skacze ten podolski". Mecz ostatni dyskusje między Henem a Halą wzniecił. Albowiem, Hen analitycznie, i chłodno i oddajmy sprawiedliwość niesprawiedliwemu spalonemu, itd. No nieważne, wynik tej dyskusji jednoznaczny nie będzie. Tak czy siak dziś już chyba nie będę miała siły oglądać.  Choć wcześniej radiowo oglądaliśmy oba mecze w BeachBarze nad Wisłą, dziś od Gabi ani śladu sygnału na temat rezerwacji. Z brata kumplem dawnym rozmowy. Pierdolone osiedle! Słów brak i dłuższa historia. Poza tym lato, lato. Wczoraj z Ewką K jazda po mieście i poszukiwanie przecumowanej barki Herbatnik, bo plan benefisu dla pewnego barda mamy i Herbatnik nam  w tym pomóc ma. Nagrywanie zdjęć do tego całego pomysłu zaprowadziło nas na piknik trzeźwości do Sanktuarium na Siekierkach. Takie to przygody.
2008-06-16 17:52:17 skomentuj (8)
Da Vinci miał rację
Taką sztuczkę kiedyś wystawialiśmy w Teatrze 13, z grubsza: nadęte mieszczańskie przyjęcie, podczas którego dom gospodarzy stopień po stopniu zalewa gówno, dosłownie. Dosłownie drugi raz mamy ten problem. 1 czerwca totalna rozpierducha, zapchany kibel i pogotowie hydrauliczne 24 h i zatkany pion. Jakoś radośnie daliśmy radę, ale przed chwilą zadzwonił hen, że tym razem wybiło i zalało pół mieszkania. Do roboty zatem po powrocie. Na razie Hen czeka na pogotowia telefon zwrotny, widocznie obłożenie mają. Zastanawiam się tylko o co cho z tymi rurami, bo to ponoć nie my tylko pion, 4 metry pod nami. Hen wkurwiony własnie zapowiedział wyprowadzkę, ech. Ja lubię to mieszkanie, choć z drugiej strony powoli się przestajemy mieścić i coraz trudniej w jednym pokoju. Może rzeczywiście to gówno to argument ostateczny. No nic zobaczymy, ale aż się boję wracać.
Takie to przygody czerwcowe. Nowa notka, jaka by nie była, jest, bo znowu cisza głucha cisza. Czy urlopujecie już?

2008-06-07 19:34:32 skomentuj (28)


      księga gości

2010
lipiec
czerwiec
styczeń
2009
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2007
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad


second-hand
Margo gotuje za oceanem
bilety lotnicze. teraz - Indie

kupony rabatowe
15.02.2008
lekcja stylu duzo nam jeszcze brakuje do mistrzostwa
plotty link dla azorka
pazur ona

przeceny
teatr a part
bochema

degrengolada moralna
alhub - czasem się zdarza dobry wers
koleżanka pana Leszka
dziewczynka z koncertami
pip piip piiiip
te pszczolke, ktora tu widzicie
luźne ucho mad
wschód vs zachód
kurczak jarek nie karmić
my się wilków nie boimy mnogo
wędliny i bengale szok!
strzała moralna
zabawy i końkursy siada na konarze
sny

podglądamy
net grono